Translate

czwartek, 28 maja 2015

Kolejne krzyżyki

   Sama się dziwię, jak to jest z tymi moimi upodobaniami do robótek.Przez ponad rok miałam awersję do krzyżyków, za żadne skarby nie dałam się namówić na haftowanie. Królowały druty i szydełko.A teraz się zmieniło. Nie mogę się oderwać od igły, nitki i kanwy. Parę zaczętych dzianin leży sobie spokojnie w szufladzie, a ja zarywam noce, bo opanowała mnie wręcz obsesja  krzyżykowa.I tak powstało kolejne "dzieło" : bieżniczek z bratkami.





      Wzór zaczerpnęłam z "Haftów Polskich "nr 2/ 2014.


    Zaczęłam już kolejną rzecz haftowaną krzyżykami. Szaleństwo, prawda?

   Pozdrawiam.

czwartek, 14 maja 2015

Kwiaty,kwiaty....i kot

   Jeszcze raz tulipany,tym razem serwetka uprana, uprasowana.






A już prawie na finiszu kolejne dzieło krzyżykowe - prezentowany wcześniej obrazek z kwiatami. Jeszcze trochę krzyżyków i konturów i będę mogła pochwalić się nowym dziełem.





A skoro dziś o kwiatach, to jeszcze trochę...Jak wdzięcznie wyglądają bratki na moim balkonie! Są po prostu piękne !







A na koniec moja spragniona wody kotka.Można pomyśleć,że w swojej miseczce zabrakło.A nie, ma tam wodę, ale z kranu ciekawiej. Tylko jak tu się napić z tego, co tak cieknie?





Pozdrawiam.

wtorek, 5 maja 2015



       W dniu dzisiejszym pożegnałam mojego Tatę. Odszedł 2 dni temu w wieku 95 lat.

     Koleje losu mego ojca były bardzo powikłane i bogate w zmienności. Urodził się i wychował daleko stąd, na terenach obecnej Białorusi, w polskiej , katolickiej rodzinie. W czasie wojny znalazł się w oddziałach partyzanckich, najpierw rosyjskim, potem polskim.Walczył z Niemcami w okolicach jeziora Narocz i miasteczka Miadiel  (byłam tak kilkanaście lat temu).Potem został wcielony do armii polskiej i z frontem doszedł w okolice Lublina. Był ranny, odesłano go do domu. Jednak zawierucha wojenna nie pozwoliła mu wrócić w ojczyste strony.Skierował się w okolice Białegostoku. Zatrzymał się we wsi Tołcze i około roku pracował za pożywienie w gospodarstwie jednego z mieszkańców wsi. Opowiadał mi kiedyś,że był źle traktowany, sypiał na słomie i brakowało mu jedzenia. Później w sąsiednim gospodarstwie poznał moją mamę i ożenił się. Odtąd gospodarował na swoim wraz z moimi dziadkami. Nie miał kontaktu ze swoją rodziną, mimo że wysyłał do nich listy. Dopiero w latach pięćdziesiątych dostał od nich wiadomość.Po raz pierwszy po wojnie spotkał się z bliskimi pod koniec lat sześćdziesiątych, lecz nie zdążył dojechać na pogrzeb matki. 
   Mój ojciec zasłynął wśród sąsiadów z tego,że wszystko potrafił zrobić,od drobnych rzeczy po maszyny rolnicze.  Był bardzo pracowity, a przy tym uczynny i chętnie pomagał innym. Pamiętam,że nigdy nie odmówił, gdy sąsiedzi prosili go o pomoc w pracach rolniczych czy naprawach sprzętu.
    Po śmierci mojej mamy w 1985 roku sprzedał gospodarstwo, ożenił się powtórnie i zamieszkał w Białymstoku. Drugie małżeństwo trwało do 2011 r. , do śmierci żony. Przeżył ją o 4 lata.
 Tato był członkiem ZBoWiD -u, otrzymał awans na podporucznika rezerwy i kilka odznaczeń. Dwa tygodnie przed śmiercią w jego imieniu odebrałam od ambasadora Federacji Rosyjskiej medal za udział w wojnie ojczyźnianej.

   W mojej pamięci zostanie na zawsze jako wspaniały ojciec,dziadek i pradziadek.

   Niech spoczywa w spokoju.