Chyba mogę powiedzieć, że salon jest gotów do użytkowania. Udało mi się zdobyć meble, o jakich marzyłam. Dużą pomocą wykazały się przy tym moje dzieci. Ich pomysły były dużo lepsze niż moje, bo świeże i nowoczesne. Pomogły mi też z transportem i składaniem,a to drugie wcale nie było łatwe. Aby rozszyfrować instrukcje składania, trzeba mieć chyba jakiś doktorat...heheheee. No i zestaw odpowiednich narzędzi. Na szczęście moi zięciowie mieli.
Mogę więc pokazać kilka zdjęć.
- kącik wypoczynkowy:
- regalik (stary, przeniesiony z małego pokoju, tu zresztą prezentuje się lepiej)
- kącik jadalny (na drugim zdjęciu w głębi widok na kuchnię, niestety, tam nie było
remontu)
Tak to wygląda. Ten mój salon nie był odnawiany od ponad 15 lat, ciągle coś mi tam przeszkadzało w dokonaniu remontu ( najprawdopodobniej jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze). Cieszę się,że wreszcie się udało. Przy moich skromnych funduszach emerytki to był duży wydatek, tym bardziej,że zakres prac obejmował dosłownie wszystko.
Kącik robótkowy został w drugim pokoju, tam też trzymam wszystkie robótkowe akcesoria. A'propos robótek, przede mną nie lada zadanie -wydziergać serwetę na stół. Zajmę się tym w długie zimowe wieczory. Muszę jeszcze zdobyć dobre nici.
Uffffff, chyba wreszcie odetchnęłam z ulgą.
Pozdrawiam.