Translate

czwartek, 23 lutego 2017

Czas na obrusik

   Zauważyłam, że pojawiam się tu z częstotliwością raz na miesiąc. Co i tak jest dużym osiągnięciem ze względu na kondycję mojego staruszka laptopa i kondycję moich paluszków -  staruszków, które z trudem utrzymują igłę czy szydełko. Oj tam, oj tam, trochę przesadzam. Ale niestety,latek mi nie przybywa, a ochotę na nowe i ciekawe robótki wciąż mam.Tylko czasu brakuje.A podobno emeryci mają go w nadmiarze.

   Skończyłam kolejną rzecz, uprałam, ukrochmaliłam i uprasowałam. I oto jest obrus na moją ławę.Nawet mi się podoba to "dzieło".Bo z tym podobaniem się różnie bywa.Czasem skończę coś i od razu odkładam do szuflady, bo mi się na to coś nawet patrzeć nie chce. Tym razem mogę patrzeć.:) Popatrzcie i Wy.






  

    Podoba się? Napiszcie o tym .
    Pozdrawiam.

czwartek, 2 lutego 2017

Obraz i serwetka

  Mogę wreszcie pojawić się na blogu z czymś nowym.
 Właśnie skończyłam dwie kolejne robótki,które zajmowały mi ostatnio wiele czasu. Szczególnie pracochłonny był haft. Ale ile miałam satysfakcji przy haftowaniu ! Z wielką przyjemnością robi się zawsze coś, co się podoba.A mnie ten obrazek baaaardzo się podobał. Nie był łatwy, to prawda, wkurzały mnie nieźle te ciemne kolory, zwłaszcza gdy haftowałam wieczorem,a często i do późnej nocy :) Ale to już tak jest z nami robótkowiczkami, że niełatwo przerwać. Noc niekoniecznie musi być do spania, hehehehe.
   A oto i ten obraz zatytułowany "Madonna z dzieciątkiem " (wzór znajduje się w piśmie "Haft gobelinowy " Nr 6/2016 ).




    Zdjęcia mało ciekawe, bo za oknem szaro i ponuro.Może jak oprawię, uda mi się zrobić ładniejsze fotki.

    Drugą rzeczą skończoną jet szydełkowy bieżniczek metodą patchworkową. Jest niewielki, bo zabrakło mi cierpliwości na wydzierganie większej ilości kwadracików. Ale na mój stolik pasuje jak ulał.




  

Kiedy pisałam o dzierganiu w nocy, przypomniało mi się powiedzenie księdza, który podczas wizyty,tzw. "po kolędzie", zagadnął: "A jak się żyje na emeryturze? Budzi się pani i myśli:o, już fajrant."
Rzeczywiście, pozornie wydaje się,że tego czasu mam dużo.Ale tak mi gdzieś szybko ucieka, że częściej powtarzam:o,już wieczór.Dla mnie zima to taki trochę głupi czas: jak niedźwiedzie, "przesypiam" ten okres,brak mi słońca,a przez to i energii.Wiosną to ja jestem w swoim żywiole, heheheh...

I jeszcze coś z anegdot rodzinnych. Jak to zwykle bywa, babcie są zafascynowane powiedzonkami swoich wnucząt. Córka, ubierając się, mówi: Muszę zareklamować kurtkę, bo zamek się popsuł. Na to wnusio: Mamo, to ty będziesz w reklamie?

Kończę na dziś.Może wreszcie doczekam się jakichś komentarzy, bardzo proszę, bo czasem mam wrażenie,że piszę sobie a muzom.
Pozdrawiam.