Po kilkudniowych przygotowaniach, na obolałych nogach i ze zmęczonym kręgosłupem, mogę wreszcie zacząć świętowanie z najbliższą rodziną. Stół ugina się od potraw, oprócz przygotowanych przeze mnie również dzieci coś tam dorzuciły. Uwagę zwraca oryginalna choinka makowa ,dzieło mojej córki.
Ale najciekawsze przed nami. Po skonsumowaniu każdej z tylu potraw wigilijnych dzieci wykazują wyraźne zniecierpliwienie. Na coś jeszcze czekają. Wreszcie dzwonek .Pędzą do drzwi, otwierają, a tam...... worki z prezentami. Mikołaj tu był.
Ileż emocji, okrzyków i zachwytów !Ta radość maluchów to chyba najpiękniejsza rzecz, jaka może się wydarzyć w wieczór wigilijny.
Uffffff, takiego wieczoru szybko się nie zapomina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz